Wysypana piaskiem ujeżdżalnia, grupa
dziewcząt zręcznie manewruje swoimi końmi w takt muzyki. Jedna z dziewcząt podczas
jazdy nerwowo potrząsa głową w przód i w tył, najwyraźniej w ten sposób łapie
równowagę, ale wygląda to trochę jak szamotanina oszalałego pisklęcia. - Czy to
normalne? - pytam moją sąsiadkę na widowni The British Equestrian Centre w Stoneleigh. Scena
jaką oglądamy mogłaby mieć miejsce w dowolnym ośrodku jeździeckim, gdyby nie to,
że oglądane dziewczęta wręcz olśniewały elegancją. Tym razem odrzuciły swoje poplamione
bryczesy, klubowe szaliki i tweedowe marynarki. Były ubrane w czarne dopasowane
żakiety i długie spódnice, a raczej fartuszki, bo są one rozcięte z tyłu, na głowach
miały zamiast toczków cylinderki z woalkami. Taki jest tradycyjny strój obowiązujący
podczas jazdy w damskim siodle. Chwilę później dziewczynka z "problemem pisklęcia"
została wzięta w obroty przez trenerkę grupy, panią Elizabeth Barkham. - Cała
koncepcja jazdy konnej po damsku opiera się na nieskazitelnie prostej, nieruchomej,
eleganckiej postawie jeźdźca - wyjaśniała pani trener swoim podopiecznym.
Są one członkiniami Side Saddle Association Display Team, czyli Towarzystwa Pokazów
Jazdy w Damskim Siodle. Towarzystwo powstało w 1974 roku i miało na celu zachowanie
sztuki jazdy konnej po damsku, która, jak się wydawało całkiem zanikła. Upowszechnienie
się mody na noszenie spodni przez panie miało wpływ na jazdę konną. Kobiety odrzuciły
amazonki zastępując je bryczesami, a nie da się ukryć, że bryczesy i damskie siodło
nie pasują do siebie - mówi pani Maureen James ze Stowarzyszenia. Po wojnie woalki,
cylindry, spódnice i damskie siodła powędrowały na strych, a panie w bryczesach
i oficerkach dosiadły koni po męsku. W latach 60-tych trudno było znaleźć kogoś
jeżdżącego po damsku! Towarzystwo ma nadzieję na dokonanie poważnych zmian.
Już dziś może się pochwalić ponad tysiącem członkiń, i to młodych, większość z
nich ma mniej niż 20 lat! - Młodszym dziewczynkom, bo bywają i pięcioletnie,
najbardziej podoba się strój, mnie również nęci nie spotykana gdzie indziej elegancja.
Wjeżdżając na damskim siodle na plac konkursowy przyciągam wzrok wszystkich widzów
- mówi Claire Lewis, która była obwołana najlepszym jeźdźcem Mistrzostw w Damskim
Siodle. Ona również należy do grupy pokazowej Elizabeth Barham. Nie bez
znaczenia jest fakt, że jeździć po damsku można nawet na przeciętnym koniu i te
amazonki, których nie stać na zakup klasowego konia mogą odnosić sukcesy, gdyż
podczas pokazów oceniany jest wyłącznie jeździec, jego prezencja i technika jazdy,
jakość ruchów konia ma mniejsze znaczenie. Zdaniem brytyjskich amazonek
jazda po damsku jest najbezpieczniejszym rodzajem jazdy. W damskim siodle siedzi
się nieco wyżej, bardziej z tyłu, łęk jest wysoki, a więc nie spada się tak łatwo.
Gdy podczas parady w 1981 roku królowa Elżbieta II została zaatakowana przez terrorystę,
dosiadała swej klaczy Burmese po damsku i, jak twierdzą, właśnie to uchroniło
ją przed upadkiem z konia. Klacz ta była doskonale przygotowana do wszelkich wystąpień
publicznych i przez 18 lat królowa dosiadała jej po damsku podczas oficjalnych
ceremonii. Od 1990 roku, gdy klacz padła (miała już 29 lat) królowa zaniechała
jazdy po damsku, której zresztą podobno nigdy nie lubiła, czyniła to tylko aby
zadość czynić tradycji. Tradycja również sprawiła, że Betty Skelton, prezes
Towarzystwa, dosiadała konia po damsku. Szczupła, drobna pani o błyszczących oczach,
wyglądających spod eleganckiego czarnego kapelusza, opowiadała: "Nauczyłam się
jeździć konno zanim zaczęłam chodzić. Całe dnie spędzałam w siodle. Gdy miałam
15 lat ojciec oznajmił, że jeśli chcę brać udział w biegach myśliwskich, a organizowano
ich mnóstwo, muszę nauczyć się jeździć w odpowiedni sposób, czyli po damsku. Tego
samego dnia wyjechałam w damskim siodle - stępowałam, kłusowałam, galopowałam.
Następnego dnia już skakałam, a trzeciego dnia pojechałam na polowanie. Ojciec
kazał mi przez cały rok jeździć bez strzemion, aby nauczyć mnie prosto siedzieć
i utrzymywać równowagę bez oparcia w strzemieniu. Jeszcze dziś mogę jeździć na
każdym koniu po damsku. Dosiadając konia po damsku musiałam również nosić tradycyjny
czarny kostium, dopiero jako mężatka ośmieliłam się włożyć kolorowy żakiet wzorowany
na oficerskim mundurze. Gdy ojciec mnie zobaczył, oburzony krzyczał: "Co tu, u
diabła, robisz ubrana jak tancerka rewiowa!?" Zasady, również związane z
ubiorem, są rygorystycznie przestrzegane w Towarzystwie. Będąc w garderobie Drużyny
Pokazowej E. Barkham podziwiałam zgromadzone tam kamizelki, żakiety, spódnice,
rękawiczki, peruki, cylindry. Gdy spróbowałam przymierzyć jeden z pięknych jedwabnych
kapeluszy, garderobiana uśmiechnęła się i powiedziała: "Proszę tego nie dotykać.
Ten kapelusz właśnie był czyszczony. Proszę lepiej poczęstować się sherry."
Sącząc doskonalą sherry słuchałam opowieści o tym, jak ważny jest sposób ubierania
się amazonki i jak sztywne reguły, których należy bezwgzlędnie przestrzegać. Strój
musi być czarny, ewentualnie granatowy lub w szkocka kratę. Jeśli wyjeżdża się
na przejażdżkę przed południem zakłada się melonik, sztywny kołnierzyk i krawat.
Po południu nosi się jednwabne cylindry i jedwabne plastrony. Włosy zawsze powiny
być upięte, a jeśli nie ma się długich włosów, trzeba przypiąć kok. Zawsze zakłada
się woalkę. Koń też powinien mieć odpowiednią prezencję: grzywa zapleciona w 13
koreczków, plus jeden z przodu, ogon musi układać się w fale i łagodnie spływać
do ziemi. Towarzystwo odnosi się z dezaprobatą do tych, którzy nie przestrzegają
zasad. Niegdyś tak zachowywała się Irene Benjamin, wiceceprezes Towarzystwa. Doszło
do tego, że na przejażdżkę włożyła niebieska spódnicę i czerwony żakiet! Tak jak
królowa! I tak ubrana wyjechała na ulicę - oburza się Betty Skelton. Kobiety jeżdżące
w damskim siodle nie robią takich rzeczy, to jest w złym guście. Ale poza tym
to wspaniała kobieta, co do tego nie ma wątpliwości. Gdy została sparaliżowana
wskutek upadku z konia, lekarze orzekli, że do końca życia jest skazana na wózek
inwalidzki. Dzisiaj Irenę chodzi lekko utykając i regularnie dosiada konia - oczywiście
po damsku i w czarnym żakiecie. Wielu niepełnosprawnych jeździ po damsku. Znany
jest pewien starszy gentelman z Somerset, właściciel wspaniałej sfory psów myśliwskich,
który stracił nogę podczas II wojny światowej i odtąd jeździ po damsku. Irene
Benjamin jest chyba najbardziej znaną amazonką jeżdżącą po damsku. Ma aż 16 specjalnych
kostiumów do jazdy, są wśród nich zarówno historyczne jak i współczesne. Występowała
wszędzie: w Europie, USA, Australii i Ameryce Łacińskiej. Jej pokazy gromadziły
nie tylko fanów jeździectwa ale i szerszą publiczność. Zachwyceni Amerykanie zaprosili
ją do udziału w paradzie z okazji mianowania Busha prezydentem USA. Ona jednak
odmówiła, gdyż show w stylu amerykańskim niezbyt jej się podobał, po prostu nie
bardzo widziała elegancką postać amazonki w towarzystwie Kaczora Donalda i Myszki
Miki. Preferuje natomiast rozmaite widowiska historyczne - jazda po damsku powinna
kojarzyć się z romansem rycerskim czy powieścią historyczną. Ten sposób
jazdy przywiozła na Wyspy księżna Anna of Bohemia (Anna Czeska), poślubiona w
1382 roku przez Ryszarda II. Natychmiast znalazła naśladowczynie wśród arystokracji.
Ówczesne siodła to prawdziwe dzieła sztuki - atlasowe popręgi, misterne naszycia
ze złota i pereł. Nieliczne można dziś oglądać w muzeach. Gdy w 1974 roku
założono Towarzystwo, umiejętność robienia damskich siodeł była w zaniku. Odbywano
długie podróże szukając starych siodlarzy, którzy jeszcze potrafili to robić.
Ale ich wytwory bywały niewygodne, miały źle wszyte strzemię, nie pasowały do
konia. Dobrze zrobione siodło kosztuje około 8000 funtów, a po kupnie i tak trzeba
je często dopasowywać. Godzinami wskakuje się na siodło i zeskakuje, a siodlarz
stale robi poprawki, usuwa lub dodaje małe skrawki skóry to tu, to tam. Bywa,
że trwa to nawet 8 godzin, ale siodło musi pasować i do jeźdźca i do konia. Elegancja
i romantyczna otoczka sprawiają, że jazda po damsku ciągle jest bardzo elitarnym
sportem. No i te koszty... Nawet Betty Skelton, która zapewniała, że to naprawdę
bardzo elegancki sposób jazdy, po chwili dodaje konspiracyjnym szeptem, że czasem
to prawdziwa udręka te cylindry, plastrony, woalki, kamizelki i żakiety. "Nie
mów nikomu, że zwykła jazda jest o wiele łatwiejsza..." kończy rozmowę. Jednak
dla nastoletnich amazonek z Drużyny Pokazowej nie mają znaczenia trudności, ani
koszty. Wspaniałe jest to, że są w centrum zainteresowania i, że jak mówi 15-letnia
Arabella "...chłopcy tak nie jeżdżą" Dla "Jeźdźców i Koni"
(3/94) opowiedziała Agnieszka Ginko |